bezpieczeństwo w RPA

Bezpieczeństwo w RPA – samodzielne podróże

Brak komentarzy

Południowy kraniec Afryki to piękny fragment naszej planety. Jest tam praktycznie wszystko stąd nic dziwnego, że wielu naukowców wskazuje ten rejon świata jako kolebkę ludzkości. Minęły tysiące lat i obecnie ten teren jest samodzielnym, dużym państwem, ze swoimi nie mniej dużymi problemami. Podatki, inflacja, korupcja… ale to bezpieczeństwo w RPA jest zdecydowanie kwestią nr 1. Dwa tygodnie samodzielnego zwiedzania pozwoliły nam wyrobić w tej kwestii własne zdanie, którym chcemy się podzielić.

Cape Town

Poziom bezpieczeństwa różni się w zależności od tego, czy przebywamy w miejscach mocno turystycznych czy chcemy odkrywać zakamarki. Tu akurat sprawdza się zasada, aby nie schodzić zanadto z utartych ścieżek. Relatywnie dość łatwo możemy w tym mieście sprowadzić na siebie kłopoty, gdy tylko wmieszamy się w tłum lokalsów. Po kolei.

Cape Town z góry

Lotnisko

Do RPA dotrzesz w 99% drogą lotniczą, najczęściej do Johannesburga lub Cape Town (Kapsztad). Od dawna polowaliśmy na bilety do tego drugiego wiedząc, że miasto jest magiczne, a okolica jeszcze bardziej. Lotnisko i jego infrastruktura są praktycznie niczym nie wyróżniające się na tle podobnych na całym świecie. Oczywiście jest mnóstwo służb porządkowych, policji i straży granicznej, ale przecież to nic nadzwyczajnego w międzynarodowym porcie lotniczym.

Podobnie sytuacja wygląda poza budynkami, na otwartym terenie. Wypożyczaliśmy auto, a do firmy tym się zajmującej (i jednocześnie parkingu) musieliśmy pokonać pieszo pewien dystans, w tym tunel pod autostradą. Pomimo delikatnego niepokoju (początek podróży, tunel) i całkiem sporego ruchu, nie tylko podróżujących, nie zauważyliśmy niczego dziwnego czy podejrzanego. Tę samą drogę pokonywaliśmy wracając na lotnisko, tak jak zapewne tysiące innych. To z pewnością bardzo bezpieczne miejsce w Cape Town.

Matroosfontein, gdzie leży lotnisko, to jedna z najniebezpieczniejszych części, nie tylko Cape Town, ale całego świata. Nie żartujemy! Rocznie dochodzi tu do tysięcy morderstw, napaści na tle seksualnym czy kradzieży. W okolicy przebiega autostrada N2, na której co pewien czas znaleźć można znaki zakazujące zatrzymywania się. Podczas naszego pobytu nie zauważyliśmy często opisywanych w internecie specjalnych akcji policji, która stawia blokady i zwężenia w celu weryfikacji podróżujących samochodami. Nie zmienia to faktu, że okolice lotniska nie należą do najciekawszych i należy je omijać (lub przejeżdżać trzymając się tylko głównych dróg).

Matroosfontein Cape Town RPA

Mieszkanie

Najpierw braliśmy pod uwagę praktycznie wyłącznie centrum i turystyczne obszary gwarantujące dużą liczbę służb patrolujących ulice miasta. Znaleźliśmy jednak super atrakcyjną ofertę samodzielnego domku gościnnego z basenem w Bothasig (płn.-wsch. przedmieścia). Na temat tej lokalizacji nie mogliśmy nigdzie znaleźć więcej informacji, oprócz tego co serwuje Google Earth. To był dobry pomysł, ale z pewnością wyłącznie dla zmotoryzowanych. Komfortowy dojazd i typowa zabudowa jak z amerykańskich przedmieść po prostu przypadły nam do gustu. Dosłownie kilka ulic dalej większość domów miała już wysokie mury zwieńczone drutami pod napięciem. Jeszcze bliżej miasta było całkiem spore osiedle zamieszkiwane zdecydowanie przez biedniejszych obywateli RPA. Karen (właścicielka domu) powiedziała nam uspokajająco, że mieszkając w tym miejscu od ponad 20 lat nie doświadczyła nigdy niczego złego lub choćby niepokojącego. Nam jednak wyobraźnia szalała, ale chyba dlatego, że nasze auto było zaparkowane na nieogrodzonym podjeździe.

Cape Town mieszkanie w RPA
W Cape Town mieliśmy do dyspozycji mały domek z basenem
dom w Cape Town RPA
Salon z kuchnią (Cape Town)
mieszkanie w Cape Town RPA
Sypialnia i łazienka (Cape Town)
nocleg w Cape Town RPA
Domek gościnny z basenem

Ewidentnie widać, że bezpieczeństwo w RPA jest zagadnieniem szalenie ważnym (szczególnie) dla białej części mieszkańców. Jeśli nie pojedyncze domy, to osiedla, są objęte całodobowym monitoringiem, wjazdem przez szlaban z uzbrojonymi strażnikami czy umieszczanymi na ogrodzeniach informacjami o tzw. armed response. Są to siły szybkiego reagowania (najczęściej prywatne firmy ochroniarskie) z ostrą amunicją, upoważnione do jej stosowania według potrzeby chwili.

Wielokrotnie przejeżdżaliśmy przez centrum miasta i widzieliśmy wcześniej brane pod uwagę lokalizacje. Nie wyglądały jakoś specjalnie lepiej, bezpieczniej, oprócz wyraźnie wyższej ceny za noc. Jeśli jednak nie masz własnego samochodu to szukanie miejsca na nocleg poza turystycznymi obszarami Cape Town nie ma za bardzo sensu. Ba, to może być dość karkołomny pomysł.

haart banner 100 zł airbnb

Atrakcje i ulice miasta

Cape Town zdecydowanie nie jest miejscem, w którym możemy beztrosko zwiedzać kolejne atrakcje. Każdy przystanek powinien być dobrze przemyślany i zaplanowany, ponieważ lekceważący stosunek do kwestii bezpieczeństwa może się obrócić przeciwko nam. Szczególnie lokalizacje osłonięte wysoką zabudową, z licznymi zaułkami, i w których nie widać innych turystów. Praktycznie każde większe skrzyżowanie jest okupowane przez żebraków, ulicznych sprzedawców, zbieraczy złomu, czy bezdomnych. Ci ostatni najczęściej na stałe „mieszkają” niedaleko. Możemy przyjąć, że kluczowe atrakcje – najprawdopodobniej z uwagi na zagęszczenie służb porządkowych – są zdecydowanie OK, podczas gdy te niezbyt oczywiste (choć często bardzo ciekawe) już nie.

targ w Cape Town w RPA
Cape Town w RPA kolorowe domy
Cape Town w RPA

Gdzie czuliśmy się bezpiecznie w Cape Town:

  • V&A Waterfront
  • Bo Kaap
  • Lion’s Head / Signal Hill
  • Góra Stołowa (dolna stacja)
  • Ogród Botaniczny Kirstenbosch
  • Memoriał C. Rodeza

A gdzie mieliśmy mieszane odczucia:

  • Plaża Muisenberg
  • ścisłe centrum w okolicy Green Market
  • otoczenie Parlamentu
  • Long Street

Nawet te superbezpieczne miejscówki nie zawsze takimi są. Służby porządkowe nie mogą być w jednym czasie wszędzie i to jest skrupulatnie wykorzystywane przez szemrane towarzystwo. Czasem są to mniejsze lub większe grupki, ale czasem także pojedyncze osoby. Nawet zwykłe sklepy spożywcze mają po kilka osób nadzorujących ruch na parkingu i w samym sklepie! Wbrew pozorom to bardzo dobry sposób na odstraszanie niechcianych osób. Pracownicy ubrani w uniformy, ze służbowymi legitymacjami wzbudzają zaufanie turystów i gwarantują, że w okolicy nic złego nas nie może spotkać.

Podjeżdżając na plażę Muisenberg nie widzieliśmy kompletnie nikogo w naszej części parkingu. Gdy tylko praca silnika ustała do okna zapukała zmęczona życiem kobieta (Jak? Skąd?). Bardzo profesjonalnie przedstawiła się i zaoferowała usługę pilnowania samochodu podczas naszego pobytu. W oddali zauważyliśmy grupkę pomocników, którzy wzbudzali mieszane uczucia. Przekazała wskazówki, która część plaży jest fajna, gdzie iść na lody, itp. Nikt chyba nie lubi takich interakcji, ale woleliśmy mieć nieporysowaną karoserię. Wyjeżdżając daliśmy „opiekunce” kilka randów, ponieważ jej rady były trafione. W sumie zatem nic złego się nie stało i tylko nasza wyobraźnia pisała czarne scenariusze.

Muizenberg Beach RPA

Centra handlowe i sklepy

Tutaj należy rozróżnić duże centra handlowe od popularnych sklepów (najczęściej Spaar) osiedlowych. W tych pierwszych ochrona skupia się na wejściach, monitorując osoby już w drzwiach, ale dalej spotkać można prawie wyłącznie personel sprzątający. Mniejsze sklepy z parkingami mają z kolei co najmniej kilku ochroniarzy między samochodami oraz grupę kolejnych przy wejściu. Często jeden stoi także na linii kas. Odwiedziliśmy również sklep odzieżowy w ścisłym centrum, na tzw. high street (wydzielona ulica handlowa tylko do ruchu pieszego) niedaleko Green Market gdzie średnio miłe panie z ochrony sprawdzały na wyjściu nasze plecaki i torby. Tak, kradzieże są tam plagą.

Z drugiej strony, zwiedzając Cape Town w weekend zaparkowaliśmy na jednym z piętrowych parkingów w centrum. Na naszym poziomie nie było praktycznie żadnego innego samochodu, a jedyną ochroną był siwy ochroniarz na wjeździe ze szlabanem. Parkowaliśmy również na parkingu przy V&A Waterfront, gdzie wszystko odbywa się automatycznie i nie ma żadnej ochrony. W obu miejscach nic przykrego nas nie spotkało i z czystym sumieniem możemy je polecić innym zmotoryzowanym.

sklepy w rpa
sklepy w RPA

Bezpieczeństwo w RPA poza miastem

Przejechaliśmy w sumie ponad 2 000 km, więc kawałek tego pięknego kraju zobaczyliśmy. Bezpieczeństwo w RPA można podsumować krótką sentencją: im mniejsza miejscowość tym lepiej w tej materii. Najgorzej wypada… Cape Town, a raczej jego ciągnące się kilometrami przedmieścia. Wyjazd N2 na wschód to niekończąca się rzeka zabudowań, która wielokrotnie przechodzi w slumsy dla czarnoskórej biedoty. Praktycznie każde skrzyżowanie i postój na światłach gwarantują, że spotkamy się z żebrakami. Należy zaznaczyć, że tą aktywnością parają się również Afrykanerzy (biali mieszkańcy RPA, potomkowie kolonizatorów) choć nie jest ich wielu.

Drogi

Podstawowa zasada = nie jeździmy po zmierzchu. Nie chodzi tutaj o większe zagrożenie na drogach (w oddzielnym wpisie temu poświęconemu jest mnóstwo o jeżdżeniu po RPA) ze strony niefrasobliwych kierowców, a o dzikie zwierzęta. Naturalnym zjawiskiem jest mniejszy ruch gdy robi się ciemno. To wykorzystują mieszkańcy lasów, którzy – jak pawiany – wielkimi stadami pokonują asfalt w poprzek. Kierowca nie ma z nimi szans. Warto więc tak planować trasę, aby zaczynać i kończyć ją gdy świeci słońce.

Małpy w RPA

Bezpieczeństwo w RPA, w kontekście zachowania innych uczestników ruchu, jest całkiem standardowe i przypomina to, z czym mamy do czynienia w Polsce. Nikt nas nie ścigał, nie próbował włamać się do auta stojącego w korku czy na światłach. Przemieszczając się między miasteczkami mamy najczęściej do pokonania spore odległości. Czy ktoś niezbyt życzliwy czekałby specjalnie na nas pośrodku niczego, 50 km od cywilizacji? No właśnie.

Drogi w RPA
RPA droga przy plaży
RPA ruch na drogach

Stacje benzynowe, zajazdy, sklepy

Tu także nie odczuliśmy dyskomfortu, choć dopiero pod koniec pobytu czuliśmy się komfortowo w takich miejscach. Chyba wtedy poczuliśmy jak to wszystko działa i jaką definicję niebezpieczeństwa znają lokalsi.

Na przykład tankowanie samochodu odbywa się bez opuszczania auta. To obsługa stacji pyta nas o usługi jakimi jesteśmy zainteresowani, a w grę wchodzi ich naprawdę sporo. Mycie okien? Sprawdzenie stanu naładowania akumulatora? Podczas gdy benzyna wypełnia bak możemy np. zmienić koło! Auto zatankowane? Może chcemy coś zjeść lub kupić na dalszą podróż? W tego rodzaju przybytkach także jest OK i szansa na zły bieg wydarzeń jest praktycznie mikroskopijna. Spróbujmy jednak zbyt długo guzdrać się wsiadając do samochodu, a z pewnością ktoś się nami zainteresuje. Nie zawsze będzie to ktoś agresywny, ale z pewnością ciekawski.

W trasie zatrzymaliśmy się po zakup przekąsek. Niewielkie, senne miasteczko, sklepik z barem tuż przy ulicy. Pyszne bułeczki z nadzieniem skonsumowane w środku. Wracamy do auta, które nagrzane słońcem wymaga wentylacji. Wystarczyła uchylona szyba z tyłu, aby ni stąd ni zowąd pojawił się niezbyt ciekawy facet i zaglądał do wnętrza auta. Czego chciał? Nie wiemy, ponieważ szybko szybę zamknęliśmy i odjechaliśmy nie czekając na rozwój wydarzeń. To nie była niebezpieczna sytuacja ale na pewno niekomfortowa.

Mniejsze miasta

Byliśmy w wielu miasteczkach i niektóre pozostaną w naszej głowie jako idealne miejsca do życia. Były jednak i takie, które pomimo wielu „ach’ów i och’ów” na ich temat dały się nam poznać jako niebyt ciekawe lub niezbyt bezpieczne. Chyba trochę inaczej niż w Cape Town, w tych mniejszych miastach to właśnie punkty turystyczne przyciągają nieciekawe towarzystwo. Lokalne władze mają na to sposób, który – nie powiem – działa. Większość atrakcji ma parkingi, na których gdzieś w cieniu siedzi/leży pracownik lokalnego urzędu. Ma odblaskową kamizelkę i identyfikator na smyczy. To wystarcza, aby nikt o dziwnych zamiarach nie kręcił się w okolicy. To również wystarcza takim turystom jak my, ponieważ wiemy, że to miejsce jest pod stałym nadzorem.

OK, samochód jest bezpieczny, ale co z nami? W jednym z miasteczek paradowaliśmy niezbyt tłoczną promenadą nad oceanem, gdy znikąd podszedł do nas całkiem napastliwy, biały bezdomny. Niby zbierał na jedzenie dla dzieci, których ma czwórkę, niby jest inwalidą i dlatego nie ma pracy – jakoś nie uwierzyliśmy. Jak mantrę powtarzaliśmy, że nic od nas nie otrzyma, ale był coraz bardziej napastliwy. Żadnych służb w okolicy nie było…

Przykłady:

  • Mossel Bay – nocleg w wagonie tuż przy plaży. Cały „kompleks” ogrodzony z drutem pod napięciem u góry stalowego płotu. Wejście na teren (niewielki) po 18.00 odbywa się wyłącznie jedną furtką z domofonem lub po odbiciu karty chipowej. W hotelowym barze pod chmurką bawi się mieszane towarzystwo, ale po zmierzchu wagony są patrolowane przez uzbrojoną ochronę.
  • Struisbaai – senne miasteczko białych Afrykanerów, gdzie spotkać czarnoskórego mieszkańca graniczy z cudem (ponieważ mieszkają w niewielkiej osadzie poza miastem). Chyba jedyna lokalizacja praktycznie bez jakichkolwiek dodatkowych systemów bezpieczeństwa przy domach. Te są w dużej części pozbawione nawet ogrodzenia.
  • Knysna – miasto jak z filmu „Truman Show” gdzie biała mniejszość mieszka w idyllicznej osadzie przypominającej Amsterdam lub Wenecję. Do tej wyspy w lagunie (Thessen Island) prowadzi tylko jedna droga, stąd zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom nie jest trudne. Piesze dojście do domu wymaga skorzystania z jednej z furtek. Wszystkie są zlokalizowane na mostkach, z kamerami, z ogrodzeniem pod prądem. Reszta miasta prezentuje się mniej luksusowo i zdecydowanie mniej bezpiecznie.
  • Hermanus – zachodnie przedmieścia bogatych Afrykanerów dzieli dosłownie jedna ulica do slumsów. Ten miszmasz jest tak surrealistyczny, że aż niemożliwy do zaakceptowania. Piękne domki z egzotyczną roślinnością, basenami i luksusowymi autami na podjazdach dzieli dystans kilkunastu metrów do wysokiego, betonowego muru z zasiekami. Za nim niekończące się baraki lub zbite z wszystkiego chatki, także bez prądu.
Nocleg w pociągu Mossel Bay Santos Express Train
Mossel Bay – nocleg w pociągu Santos Express Train Lodge.
Struisbaai - miasteczko w RPA
Struisbaai – mieszkanie w spokojnym miasteczku niedaleko Przylądka Igielnego.
Struibaai miasto w RPA
Port Struisbaai, w którym pojawia się płaszczka Parrie.
Knysna miasto w RPA
Thessen Island Knysna – tu poczujesz się jak w „Truman Show”.
RPA ogrodzenie pod napięciem
Ogrodzenie pod napięciem
RPA bezpieczeństwo na strzeżonym osiedlu
Plettenberg Bay strzeżone osiedle z basenem.
RPA Hermanus mieszkanie na strzeżonym osiedlu
Plettenberg Bay – nasze mieszkanie na strzeżonym osiedlu.
Hermanus w RPA
Inne oblicze Plettenberg Bay.
Hermanus ubogie domy
Domy w Plettenberg Bay.
Mossel Bay miasto w RPA
Zatoka Plettenberg to jedno z najlepszych miejsc na świecie do obserwacji ssaków morskich. Od czerwca do listopada można podziwiać humbaki, wieloryby biskajskie, a także delfiny oraz foki.

Policja

Policja jest wszędzie. Jest jej dużo, jest uzbrojona ale nie straszy. W Cape Town na jednaj z bardziej turystycznych ulic trafiliśmy na ich nalot na jakiś lokal z (chyba) kontrabandą i to było średnie doświadczenie. Kilka aut z włączonymi sygnałami i my, idący chodnikiem dokładnie przez centrum wydarzeń. Szliśmy, ponieważ teren nie wymagał zabezpieczenia lub wydaliśmy się służbom nieszkodliwi – nie wiadomo. Widząc jednak ich ręce na kaburach pistoletów nie zamierzaliśmy być widownią nadchodzących wydarzeń.

Z drugiej strony, w małym miasteczku odwiedziliśmy (a jakże) sklep DIY, przed którym zaparkował mający lata świetności za sobą radiowóz. Stare Renault Clio dosłownie rozpadało się w oczach. Wysiadły z niego dwie policjantki, które z rozbrajającym uśmiechem przywitały się z nami, stojącymi w progu, i weszły do sklepiku obok. Parę metrów dalej na chodniku trwała zażarta dyskusja w języku innym niż angielski. Gestykulacja panów i ich miny wskazywały co najmniej na słowną kłótnię. Policjantki tylko rzuciły okiem wychodząc i wsiadły do rozklekotanego samochodu… gdzie zaczęły jeść lunch.

RPA to drugi po Izraelu kraj, w którym spotkaliśmy się tak dużym natężeniem służb na terenach miejskich. Jeśli nie tzw. placowy to ochrona, jeśli nie ochrona to policja. Między miastami drogi są patrolowane podobnie jak w Polsce i nie zauważyliśmy ich wzmożonej aktywności, nie licząc jednego zaobserwowanego wypadku.

Bezpieczeństwo w RPA policja

Bezpieczeństwo w RPA – jak tam jest?

Jest niezbyt bezpiecznie, ale bez przesady. Każdy zdroworozsądkowy turysta poradzi sobie bez szwanku. Analizując nasze plany trzeba po prostu brać pod uwagę fakt, że w pewne miejsca nie chodzi się po zmierzchu, a w inne w ogóle. Podsumujmy zatem:

  • Tam gdzie jest większa liczba turystów będzie zazwyczaj najbezpieczniej.
  • Jazda samochodem (tylko za dnia) i zatrzymywanie się na skrzyżowaniach czy światłach wyłącznie z zamkniętymi szybami i zaryglowanymi drzwiami.
  • Samochód na parkingu nie może mieć widocznych rzeczy na fotelach – wszystko w schowkach i bagażniku.
  • Nie chodzimy samotnie po zmroku. Nigdzie. Wyjątek stanowią turystyczne miejsca i/lub towarzystwo znającego okolicę naszego znajomego.
  • Ubieramy się w nieco gorsze ciuchy i znoszone buty. I tak będziemy wyglądali na turystów, ale zmniejszymy ryzyko nieprzyjemnych incydentów.
  • Miasta nie są miejscem, gdzie swobodnie możemy paradować z super sprzętem elektronicznym. Zostawmy go w aucie lub hotelu. Najlepiej jeśli w ogóle go nie zabierzemy z Polski.
  • Slumsy mogą z daleka wyglądać naprawdę egzotycznie, ale to nie są atrakcje turystyczne i nie wjeżdżamy do nich.
  • Mieszkamy na parterze? Kraty w oknach zaryglowane a drzwi zamknięte na zamek. Nawet wewnątrz ogrodzonych posesji.
  • Nie nosimy przy sobie dokumentów i dużej gotówki. Te pierwsze miejmy w telefonie + kserokopie. Pieniądze trzymamy w kilku miejscach, a na najgorszą ewentualność przygotujmy tzw. fake vallet – zniszczony, stary portfel z nieważnymi papierami w środku i trochę gotówki.
  • Najważniejsze – RPA to nie jest kraj gdzie poznajemy ludzi a przyrodę.

Dalej chcesz odwiedzić RPA? To świetnie, naprawdę. Kraj jest piękny, warty odwiedzenia… gdyby nie część jego mieszkańców. Tego nie zmienimy, ale możemy się przygotować. Standardowy turysta, który spędzi 2-3 tygodnie przemieszczając się z miejsca na miejsce, oceni bezpieczeństwo w RPA na poziomie dostatecznym i nieutrudniającym zwiedzania w stopniu znacznym.

rekiny w RPA
plaże w RPA

Afrykańczycy czy Afrykanerzy?

W tekście przebijają się informacje o tym, że obszary zamieszkiwane przez białych mieszkańców są generalnie bezpieczniejsze od tych, gdzie większość stanowią czarnoskórzy. To Afrykanerzy przywieźli ze sobą inżynierów i myśli techniczne, ale bez Afrykańczyków niczego by w tym kraju nie dokonano. Daleko nam od oceniania ludzi po kolorze skóry, ale po prostu w RPA prawie na każdym kroku widać podziały. Kraj o tak trudnej historii, który nie zdołał zapanować nad swoimi obywatelami, mierzy się z gigantycznym rozwarstwieniem ekonomicznym. Jest wąskie grono bardzo bogatych oraz nieskończone rzesze ubogich, którzy chcą za wszelką cenę zmienić swój los. Czy mamy ich za to winić?

5 1 głos
Oceń wpis:

guest

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 komentarzy
0
Ciekawy wpis? Dodaj swój komentarz.x