Przyszedł czas na remont jadalni, a właściwie fotorelację z remontu, który zakończył się pół roku temu. Mały, przechodni pokój wybraliśmy na jadalnię i choć nie jest idealna, to ogromnie się cieszę, że wygospodarowaliśmy przestrzeń na wspólne posiłki.

Jak było przed remontem?
Od trzech lat mieszkamy w Starym Domu, ale dużo wcześniej zaczęliśmy remont. Pracując i mieszkając w Warszawie traktowaliśmy go jak weekendowy dom, odskocznię od stolicy, miejsce wyciszenia i ładowania baterii. Nikt nas nie gonił więc wszystkie prace wykonywaliśmy samodzielnie. Wyjątkiem były wymiana okien, zerwanie sidingu z całego domu i położenie nowej szalówki. Mając załatwiony temat z zewnątrz, mogliśmy pracować w środku. Zaczęliśmy od łazienki, którą opisałam na blogu i salonu pełniącego funkcję sypialni.
Kolejnym etapem była jadalnia. Mały przechodni pokoik z jednym oknem i drzwiami na dwóch ścianach. Ciężko zaplanować taką przestrzeń, aby była ładna i funkcjonalna. Priorytetem były wysokie szafy do przechowywania, przytulny klimat i miejsce na stary, okrągły stół.

Remont jadalni, krok po kroku
Oczyściliśmy z kilku warstw farby stare ościeżnice, zaszpachlowaliśmy ubytki i pomalowaliśmy. Wymieniliśmy elektrykę i wstawiliśmy nowe gniazdka. Wraz z wymianą okien pojawiły się nowe, drewniane parapety.

Na podłodze leżały panele, ale dopiero po zerwaniu okazało się, że ułożono je na wcześniejszej warstwie paneli.




Podłoga była w kiepskim stanie i musieliśmy wymienić kilka desek. Na szczęście znaleźliśmy tartak w okolicy Siemiatycz i mogliśmy dopasować wymiary do naszych potrzeb.



Nowe deski i miejsca szczególnie narażone pokryliśmy szybkoschnącym impregnatem gruntującym, który chroni przed grzybami i sinizną. Opakowanie 5 litrów kosztuje ok. 100 zł.

Przygotowaliśmy legary pod nową podłogę. Zapytacie: dlaczego nie zostawiliśmy starych desek, przecież wystarczy je wycyklinować? Jestem wielką miłośniczką starych podłóg, ale musieliśmy choć trochę ocieplić podłogę. Pod tą starą warstwą była tylko ziemia, a szczeliny między poszczególnymi deskami nie dawały nam spokoju. Szczególnie zimą.


Położyliśmy surowe deski podłogowe z pobliskiego tartaku. Zależało nam na jasnej, naturalnej podłodze i jestem bardzo zadowolona z efektu. Zasady układania desek podłogowych dobrze opisał Murator i odsyłam Was do tego tekstu.


Przed malowaniem podłogi, pomalowaliśmy ściany. Oczywiście w jedynie słusznym kolorze czyli białym 😉 Planowałam dużo dodatków, obrazów, dekoracji, a biel jest idealną płaszczyzną do takich działań.

Podłogę przed malowaniem wyrównaliśmy w kilku miejscach. Mała, ręczna szlifierka taśmowa dała radę, choć kurzyło się okrutnie 🙂

Podłogę pomalowaliśmy dwukrotnie lakierobejcą w kolorze brzozy, a następnie trzykrotnie lakierem do podłóg. Uff, mogliśmy się zająć meblowaniem.

Meblowanie jadalni
Duże, wysokie szafy kupiliśmy w IKEA. Odpowiadał nam rozmiar, kolor i cena. Z założenia miały być proste i stanowić bazę do ekspozycji porcelany i szkła. Nad szafami powiesiliśmy obrazy przywiezione z Rzymu.


Na drugiej ścianie zaplanowałam małą galerię z ozdobnymi ramami. Poza zdjęciami z dzieciństwa, mapami i obrazkami przywiezionymi z Cypru, znalazłam miejsce na odbicie ręki 4-letniego Szymona.



Tuż przy drzwiach postawiliśmy starą lampę z abażurem, który przerobiłam jakiś czas temu. Jej główną dekoracją są ręcznie szyte kwiaty z delikatnej tkaniny.

Przy oknie znalazłam miejsce dla jednej z najstarszych rzeczy w naszych zbiorach – ręcznie robionej na szydełku firanki. Ta pamięta jeszcze przedwojenne czasy Starego Domu. Przekazywana w posagu z pokolenia na pokolenie kilka lat temu trafiła w nasze ręce. Znając jej historię jestem dumna, że mogła z nami zostać i ozdabiać jadalnię.


Żyrandol też nie jest nowy, ale przywieźliśmy go z moich rodzinnych stron. Czekał na nas w małym, warmińskim sklepiku ze starociami. W tym samym, w którym znaleźliśmy obraz z sypialni. Cena 200 zł po negocjacjach.



Remont jadalni był kolejnym etapem metamorfozy Starego Domu. Lubimy tę małą przestrzeń, bo jest przytulna i ciepła. Znaleźliśmy miejsce na pamiątki z podróży oraz przedmioty z przeszłością i choć dzielą przestrzeń z meblami z sieciówek, nie czuję dysonansu. Taki misz-masz ma rację bytu! Moim zdaniem, to się udało.









